poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Lubię :-)

Do zabawy zaprosiła mnie Różany Anioł - czyli 10 rzeczy, które lubię.

Zasady:
1. Napisz, kto Cię zaprosił do zabawy
2. Wymień 10 rzeczy, które lubisz
3. Zaproś kolejnych 10 osób i poinformuj je w komentarzach
 
 
Hmmm...nie wiem czy będzie to miało jakiś sens :) ale lecimy... lubię dobrych i szczerych ludzi, lubię kiedy są blisko mnie, lubię spokój i "swoją nudę", która mnie wcale nie nudzi, lubię wodę, która daje mi poczucie wolności i odosobnienia, lubię spać ;-), czytać, dyskutować, rozmawiać, lubię moje lalki :), lubię tu spędzać chwilę patrząc na cuda jakie tworzycie i przelubię ludzi z pasją! Aż chciałoby się napisać co i kogo  kocham.... no ale tu zabawa się kończy :)





to wklejanie mnie wykończyło :))


nocne zabawy :)

Witajcie w poniedziałek :-)

Mój urlop właśnie dobiegł do półmetka. Jeszcze tylko tydzień, albo AŻ jak kto woli :-)
Chciałam Wam pokazać dwie anielinki. Przedstawiam Franciszkę

I Stasię :-)


i uciekam szyć dalej :) Mam kilka chwil dla siebie i w planie szybki obiad.
Udanego poniedziałku.
Serdecznie Wam dziękuję, ze jesteście. Dzięki Wam wróciła mi ochota do wszystkiego.

niedziela, 29 sierpnia 2010

Karolina

Witam Was niedzielnie w jesienną niedzielę. Na dworze zimno i mokro. Sama sobie się dziwię, ale zaczynam tęsknić za upałami :)

Dzisiaj pokażę Wam Karolinę, imię wybrała moja córeczka, zupełnie bez zastanowienia....tak jakby to było oczywiste :)



Życząc Wam udanej niedzieli wracam do swoich obowiązków :-)

wtorek, 24 sierpnia 2010

niespodzianki, obietnice i zasłużony urlop :)

Witajcie,
jak widzicie zmieniłam szablonik :) trochę kolorów na pewno nie zaszkodzi.
Dzisiaj zaczyna się mój urlop, który zamierzam spędzić z dziećmi i maszyną. Mam nadzieję, że uda mi się wreszcie nadrobić zaległości w szyciu i rozesłać anioły znajomym, które już na nie czekają i tym, którym zamierzam zrobić niespodziankę.
Kupiłam dzisiaj materiał na ciałka w sklepie, w którym zawsze na mnie czeka. Cztery ciałka są już prawie gotowe, wieczorem może zacznę grzebać w szmatkach i wymyślać ubranka.
Postaram się Wam pokazać co wymyśliłam. Pomysłów mam sporo i wielką nadzieję, że te dwa tygodnie choć trochę pozwolą mi na ich realizację.
Wczoraj spotkała mnie niespodzianka. Bardzo miła jak się okazało. Koleżanka z pracy przyniosła mi wielką reklamówkę tasiemek, koronek i różnych innych cudów. Znalazła je u swojego dziadka, który niczego nie wyrzuca :)) i caałe szczęście. Mam teraz sporo bawełnianych tasiemek, koronek...w moich ulubionych kolorach. Same zobaczcie :)

Zdjęcie nie oddaje zupełnie tego jak wyglądają, ale są właśnie takie jakie podobają mi się najbardziej :))

Idealne do tildowych sukienek, haleczek i spodenek.

Daguś: wielkie dzięki. Ogromną przyjemność mi tym sprawiłaś.


A tak poza tym....wstaję. Podniosłam się choć łatwo nie było.
Znowu okazało się, że mam fantastycznych przyjaciół i znajomych.
Samemu jednak trudno się pozbierać....

Spędziłam przecudny weekend w Krakowie....tak fajny, że aż nieprawdopodobny.

piątek, 20 sierpnia 2010

January :)

ech....Poohatko....anioł płci męskiej... :) śmieszny, ale czy ładny? ma buciki filcowe, saksofon w rączkach i fryzurkę a'la Chopin :) taki mi wyszedł....i co powiecie? wygląda chociaż trochę jak facet?

wtorek, 17 sierpnia 2010

....skutki pourazowe...

Witajcie,
dziękuję Wam za ciepłe słowa. Zbieram się jeszcze i pewnie to jeszcze potrwa.
Wczoraj do późna szyłam. Skończyłam kotki, a oto one
Spotkałam się z miłymi gestami. Wasze posty do nich zaliczam. Dziękuję. Macie wielkie serce.
Nie spodziewałam się....a może spodziewałam :) mam szczęście....i znowu będę beczeć.
Się pozbieram. Marku- Tobie również wielkie dziękuję. Nie wiedziałam, że zaglądasz tutaj. Jest mi bardzo miło. Choć trochę się speszyłam.

Uszyłam z resztek kilka kapeluszy (na szpileczki)....prosta i szybka praca....to wzięłam sobie na rozkręcenie...i chyba pomogło...zobaczę jak się "rozkręcę".

 Dokończyłam zaczęte kiedyś misie dla Tildek....ale są maleńkie i słabo wychodzą na zdjęciach...






No i to by było na tyle....uprzedzając pytania w stylu: "skąd bierzesz na to czas", odpowiadam....to wszystko było zaczęte i powoli kończyłam.... i skończyłam.

Dziękuję

niedziela, 15 sierpnia 2010

wspomnienie...

data jak każda inna....dzień jak każdy inny...jednak nie dla mnie.
Zostałam sama w domu z naszymi kotami. Dzieci na wakacjach. Siedzę i słucham muzyki. Mojej...naszej. Podarował mi te piosenki pewien wyjątkowy dla mnie Człowiek, którego już nie ma. Nie ma Go obok mnie już 5 lat.
Dzisiaj mija 5 rocznica jego śmierci.... Puściłabym je Wam, ale są moje...więc wybaczcie, ale zostawię je dla siebie. Bardzo tęsknię.
Pamiętam same dobre chwile...Często zastanawiam się co by powiedział gdyby widział jak spędzam wyrwane dla siebie wolne chwile....chwile, które wypełniam szyciem.
 Pewnie by się uśmiechał do mnie tymi swoimi oczami.....ale może gdyby był to nie szyłabym wcale...te wolne chwile spędzałabym z Nim. I byłby to cudowne chwile.
Kiedyś ktoś zapytał czemu tak nazwałam swój blog...Właśnie dlatego....żeby uciec myślami od smutku i poczucia samotności tej głęboko we mnie ukrytej.  I żeby nie zwariować.
Szycie lalek i innych rzeczy daje mi możliwość wyłączenia się....skupiam się na czymś innym nie wracając do codziennych spraw, codziennych kłopotów i uciekam gdzieś myślami...sama nie wiem gdzie.

Moje lalki częściej rozdaję....wysyłam je do ludzi mi bliskich i do tych, którzy w jakiś sposób potrzebują zwykłego ludzkiego gestu....ich uśmiech i reakcje są czasem zaskakujące. Cieszą się, uśmiechają... a wtedy i ja się uśmiecham do siebie. Ciesząc się szczerze, że choć trochę radości im dałam. Nic więcej dać nie potrafię, bo sama nic nie mam.

Nie ma w tym co piszę nic szczególnego....taka jestem, zwykła i czasem smutna.
Tak jak dzisiaj.
Ale Wam życzę udanego dnia mimo paskudnej pogody.

Uszyłam dwa koty....próbowałam je ubrać, ale jakoś dzisiaj mi to szycie nie idzie.

Ktoś pomyśli, że to nie miejsce na takie pisanie....ale to moje miejsce....więc sobie pozwalam.

poniedziałek, 9 sierpnia 2010

po chwilowej przerwie :)

Witajcie,


Dawno mnie nie było….bardzo mi miło, że candy cieszy się zainteresowaniem. Nawet nie wiecie jak bardzo… Przez kilka dni miałam obawy, że liczba zainteresowanych nie przekroczy 10 osób. Ba, nawet podjęłam decyzję żeby sobie dać spokój z blogowaniem….

Ale doszłam do wniosku, że takie myślenie było wypadkową kilku niefajnych sytuacji, które się wokół mnie zdarzyły…a niektóre nawet zabolały. Zastanawiam się czasem nad tym dlaczego ludzie robią rzeczy zupełnie bezmyślnie, nie potrafią (bądź nie chcą) przewidzieć skutków swoich działań, a już zupełnie nie zdają sobie (czasem mam takie wrażenie) sprawy z tego, że słowa (te pisane też) bolą bardziej niż uderzenie.

Nie zamierzam niczego rozdrapywać, zabiegać, starać się a już na pewno nie będę robiła nic aby być miłą i poprawiać komuś nastrój.

Myślę, że jeszcze przemawia przeze mnie żal i rozczarowanie. Ale i to minie.

No cóż…kilka dni nad sobą się użalałam, potem sobie nawtykałam …:-)  ale się pogodziłyśmy (tzn ja z sobą) :-) Czego wynikiem jest właśnie ten post.

Potrzebowałam czasu aby się zdystansować. Ma to również związek z pracą, ale jednak najbardziej bolą zdarzenia wynikające z relacji z innymi ludźmi. Ale już po sprawie. Przynajmniej dla mnie.

Dzisiaj chciałam Wam pokazać kotkę Zochę, która mojej Madzi od razu (jeszcze zszyta nie była) skradła serduszko oraz jej mniejszego kolegę pieska w kratkę.

Piesek jest w drodze do maleńkiego i uroczego Stasia. Stąd serdecznie pozdrawiam Jego rodziców :-)

Serdecznie Was pozdrawiam i bardzo dziękuję za przemiłe komentarze. Ona naprawdę dodają skrzydeł.